Zmiany
Najtrudniej jest zmienić samego siebie. Straszny truizm, prawda? Nie jest to już jednak tak banalne kiedy zaczynamy doświadczać wpływu tej oczywistości na własnej skórze. Próbowałem wielokrotnie zmienić coś w swoim życiu. Sądzę, że nie ja jedyny. Memy o postanowieniach noworocznych nie wzięły się znikąd. Problem w tym, jakie to jest irytujące! Jak mało satysfakcjonujące na samym początku. Rezygnacja z przyzwyczajeń i nałogów zapewniających łatwy dostęp do dużych dawek dopaminy jest wręcz bolesna. Kilka dni, góra tydzień i wracam do starych nawyków. Jeden gorszy dzień, słabsze samopoczucie, chwila nudy i bum! Siła woli kruszy się jak beton w chińskich wieżowcach zbudowanych za bezcen. Chciałbym się zmienić, ale
nie chciałbym, żeby to było nieprzyjemne. Paradoks… Choć nie! Nie do końca. Zmiana, która jest tylko i wyłącznie przyjemna jest możliwa. Będzie to jednak w tej sytuacji zmiana na gorsze
Moim największym przekleństwem w kwestii uzależnień jest spryt. Razem z solidnym poczuciem obowiązku sprawia, że moje problemy zawsze pozostają w sferze osobistej. Gram za dużo. Spędzam większość wolnego czasu przy komputerze. Kiedy nie gram, oglądam seriale, filmy, przeglądam YouTube. Od kiedy wyjechałem na studia każdy posiłek, który jem mieszkaniu, zjadam przed monitorem. Nigdy jednak nie miałem z tego powodu większych problemów. Nie spóźniłem się do pracy, bo za długo grałem poprzedniej nocy. Nie zdarzyło mi się brać lewego L4, bo wychodziła nowa gra. Po wyjeździe na studia zrozumiałem nawet, że kiedy wracam do domu rodzinnego, nie powinienem siadać do komputera i grać. To czas dla rodziny. Spędzam z nimi tak mało czasu w roku w porównaniu do tego co było kiedyś, że wsiąknięcie w wirtualny świat wzbudzałoby potężne wyrzuty sumienia. Czasami wydaje mi się, że nie jestem do tego uzależniony. Nie od samego grania czy samego komputera. Oczywiście, przyjmuje do wiadomości, że może to być błędne wrażenie, wyparcie. Chodzi mi po prostu o to, że ja nie mam nic innego do roboty. Jasne są książki. Mimo spędzania dużej ilości czasu przed komputerem nadal sporo czytam. Mam jednak tendencję do przeczytania kilku rozdziałów i potrzeby zmiany wykonywanej czynności. Cholera brzmi to słabo, prawda?
